Nieskuteczne cięcie spreadów – banki nie pozwolą nam na tańsze kredyty

W temacie: Aktualności, Banki i kredyty, Kredyt bez tajemnic

Batalia o spready ma dać klientom banków prawo do bezkosztowej spłaty kredytów hipotecznych, konsumenckich i dla firm zaciągniętych w walutach. Mnożą się jednak wątpliwości, czy tak będzie. Posłowie zastanawiają się, jak doprecyzować przepisy, by banki ich nie obchodziły.

Koalicja pracuje nad pakietem przepisów antyspreadowych. Chce znowelizować dwie ustawy: o kredycie konsumenckim i Prawo Bankowe. Zmiany będą dotyczyć wszystkich kredytów zaciągniętych w walutach. Mają obowiązywać zarówno w przypadku nowych umów, jak i tych już zawartych, w części niespłaconej do dnia ich wejścia w życie.

Ostateczna wersja wspólnego projektu PO i PSL ma być gotowa w piątek. Posłowie zastrzegają, że uchwalą ją na kolejnym lipcowym posiedzeniu, aby stała się obowiązującym prawem najpóźniej na przełomie sierpnia i września. Ma dać klientom większą swobodę w spłacie kredytów, bo obecne przepisy banki dosyć łatwo blokują.

Niewielu kantorowców

Dwa lata temu weszło w życie zalecenie Komisji Nadzoru Finansowego umożliwiające spłatę kredytów hipotecznych w walutach frankami, euro i dolarami kupionymi w kantorach czy w inny sposób. Do tej pory z tej możliwości skorzystało tylko kilka procent kredytobiorców z około miliona zadłużonych w walutach. – To efekt wysokich kosztów – tłumaczy Halina Kochalska, analityk Open Finance. – W dodatku jeśli ktoś się na to zdecyduje i podpisze aneks do umowy, zazwyczaj nigdy nie może wrócić do starego sposobu spłaty – dodaje.

Oczywiście także w tym przypadku są banki mniej i bardziej elastyczne. Lukas Bank za aneks do umowy pobiera 100 zł, ale Millennium i Polbank EFG już 500 zł. Getin Noble bierze 0,8 proc. wartości kredytu przeliczonego po kursie NBP. Przy dużych kredytach może to być nawet kilka tysięcy złotych.

Niektóre instytucje akceptują także inne formy spłaty. W Kredyt Banku, jeśli klient zdecyduje się na spłatę kredytu w walucie, nadal w dowolnym momencie może przelać środki z rachunku w złotych. Pieniądze te zostaną przeliczone według obowiązującego w banku kursu.

Według danych Expandera spread dla franka szwajcarskiego w tej instytucji wynosi obecnie 6,96 proc., a dla euro 6,41 proc., co plasuje ten bank mniej więcej w środku stawki. Ale taka elastyczność daje możliwość manewru, gdy klient wyjedzie na urlop lub zachoruje i nie może sam kupić walut. Podobną pobłażliwość wykazuje PKO BP. Tu spready są nieco niższe. Dla franka to 5,76 proc., a dla euro 5,13 proc. Jednak już np. w Polbanku EFG, Raiffeisenie, Nordei, Millennium czy Getin Noble raz podpisany aneks powoduje, że do końca trwania umowy klient sam musi się troszczyć o waluty – wynika z analizy Open Finance.

W Getin Noble różnica między kursem kupna i sprzedaży dla franka wynosi aż 13,91 proc., a w Polbanku EFG 9,97 proc. Lepiej jest w Citi Handlowym – 3 proc. Bank tę ofertę wprowadził dwa lata temu, gdy rekomendacja KNF umożliwiła spłatę kredytów walutami nabytymi poza instytucjami, które ich udzielały. Udziela on również nielimitowanej liczby bezpłatnych przelewów we frankach z dowolnego konta w Citi Handlowym do innych banków. Zaznacza jednak, że inne banki, do których przelewy są realizowane, mogą takie prowizje pobierać. I pobierają – nawet po kilkadziesiąt złotych.

Co jest w projekcie

Posłowie sejmowej podkomisji deklarują, że są skłonni wprowadzać do projektu poprawki, które go doprecyzują. Na razie z osobnych propozycji obu klubów można wyczytać m.in., że kredytobiorcy będą mogli spłacać raty kredytów walutowych bezpośrednio w walucie, a banki nie będą im mogły ograniczać możliwości jej pozyskania, np. w umowie kredytu, do zakresu usług oferowanych przez bank. To oznacza, że gotówkę będzie można kupić na rynku.

Banki nie będą mogły wprowadzać dodatkowych kosztów ani ograniczeń, np. nie będą już mogły pobierać opłat za aneksy do umów. Pojawi się także obowiązek informowania w umowach o możliwości spłaty raty kredytu bezpośrednio w walucie.

A co jeśli jednak bank klienta obsłuży, ale za wpłacanie w kasie zażyczy sobie dodatkowej opłaty? – Nie ma takiej możliwości, bo to nie będzie wpłata do kasy, tylko spłata kredytu, od której nie można pobierać prowizji – uważa Sławomir Neumann z PO. Tyle że nie wiadomo, jak ma się to zmienić, skoro teraz banki takie opłaty pobierają.

Nowe przepisy nie oznaczają, że w ciągu 14 dni (planowane vacatio legis) wszystkie banki, w tym internetowe, będą musiały się wyposażyć w kasy walutowe i zatrudnić kasjerów. – Nie chcemy ingerować w umowy. Klient, który brał kredyt w banku internetowym, zdawał sobie sprawę, że będzie wpłacał raty przelewem – mówi poseł PO.

Wiesław Rygiel z PSL jest przeciwny tworzeniu zamkniętej listy niedozwolonych prowizji. – Od monitorowania banków są instytucje takie jak UOKiK czy KNF i to one muszą oceniać poszczególne praktyki banków – dodaje Wiesław Rygiel z PSL.

Posłowie w piątek mają też rozstrzygnąć, jakie vacatio legis zapisać w ustawie. PO uważa, że wystarczy 14 dni, a PSL chce 30 dni.

Na świecie zakazy zamiast ograniczeń

Rządy starają się chronić kredytobiorców przed niekorzystnymi zmianami kursów walut innymi metodami niż poprzez ograniczenie spreadów.

Na fali ostatniego kryzysu część państw zakazała udzielania kredytów w obcych walutach – m.in. Austriacy, Białorusini, Ukraińcy i Węgrzy. Przedtem Budapeszt obniżył współczynnik LTV dla kredytów hipotecznych. Z kolei gdy zamrożenie udzielania kredytów walutowych wygasło, rząd dał możliwość spłaty pożyczki po zaniżonym kursie. Różnica tworzy kredyt forintowy do spłaty w przyszłości. Spready między euro a koroną całkowicie zniosła Estonia. Wiązało się to ze sztywnym przywiązaniem kursu waluty narodowej do euro, a nie chęcią ochrony konsumentów.

mwp, Forsal

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj